Start arrow Artykuły arrow Akeda - oriarowanie Izaaka
 
 
Akeda - oriarowanie Izaaka Drukuj
05.01.2007.

„Trudniej jest żyć jak Zyd niż umierać jak Zyd". (Rabin Josaif Horowitz z Nowardok)


Uważna lektura opowieści o ofiarowaniu Izaaka odsłania jawne pękniecie. W jej pierwszej części pięć razy Bóg występuje pod imieniem Elohim, za którym, jak chce tradycja, stoi atrybut sprawiedliwości. W drugiej części pięć razy wymieniany jest jako Haszem (Jud He Waw He)
- a Imię to łączone jest z atrybutem lito­ści, bo, jak czytamy w Drugiej Księdze Mojżeszowej
(34, 6), JHWH jest Bogiem miłosiernym i łaskawym (liczba dzie­sięć stale powraca w Torze). Elohim zasiada na Tronie Sądu, JHWH na Tronie Miłosierdzia. Pierwszy nakazuje, wyma­ga. Drugi nagradza, ratuje, lituje się, wybacza. W pierwszej części mamy do czynienia z opisem związania Izaaka i pró­by jego zabicia. W drugiej anioł powiada: „Ponieważeś to uczynił, a nie sfolgowałeś synowi twemu, jedynemu twe­mu” (22,16), a brzmią te słowa dość zagadkowo i można je różnie czytać, uważając wręcz, że ofiara jednak się dokona­ła. Dwakroć - co też jest tajemnicze - odzywa się głos aniel­ski. Było to powodem dogłębnych analiz rabinicznych.

Jedno z wyjaśnień brzmi nieco zabawnie. Gdy anioł, czyli wysłannik Boga, odezwał się po raz pierwszy, Abra­ham nie chciał go usłuchać, tłumacząc, że jeśli Święty Jedyny, błogosławiony On, nakazał mu uśmiercić syna, a anioł mówi mu, by się powstrzymał, to czyż nie powinien raczej polegać na Panu niż na Jego wysłanniku? Wtedy otworzyły się Niebiosa z ich głęboką ciemnością i JHWH rzekł: „Przysięgam na Siebie samego”. Średniowieczne in­terpretacje dwukrotnego objawienia się anioła brzmią straszliwie, jak straszliwe były prześladowania Żydów przez krzyżowców. Efraim z Bonn, w poemacie Akeda z począt­ku XII wieku, napisał: Abraham uczynił właśnie to, co zostało mu nakazane, i uśmiercił Izaaka:

I spadla na niego rosa zmartwychwstania i ożył. Schwycił go ojciec, by po raz drugi go zamordować. Świadkiem jest Pismo! Rzecz to wiadoma. I Pan zawołał Abrahama drugi raz z Nieba.

Został zagarnięty przez strumień niebiańskich łez Do Raju, ogrodu Boga.

Gdyby więc nie łzy aniołów, które uniosły Abrahama wprost do Edenu, ojciec zabiłby syna po raz wtóry. Niech więc cały świat wie, jak potężna może być bojaźń Boża - ojciec gotów był zabić syna, ukochanego syna, nie raz, ale dwa razy, tak iżby Jego Niezwykłe i Groźne Imię mogło być uświęcone w całym świecie.

W każdym razie odnieść można wrażenie, że Bóg z po­czątku opowieści (Elohim) żąda ludzkiej ofiary, poddaje Abrahama próbie. Nie pojawia się w tej części żadne sfor­mułowanie, które sugerowałoby, że ofiara z ludzi jest czymś Bogu wstrętnym. Z kolei Haszem powstrzymuje praojca i wprowadza zakaz składania ofiar z ludzi. Na zakaz ten po­wołuje się Mojżesz w Piątej Księdze Tory: „Nie uczynisz tak Panu, Bogu twemu, bo wszystko, czym się brzydzi Pan i czego nienawidzi, czynili bogom swoim, także też i syny swoje, i córki swoje palili ogniem bogom swoim” (12, 31).

Krytycy tekstu biblijnego mniej więcej od XVIII wieku twierdzą, że opowieść spaja dwie osobne wersje. Pierwsza obejmuje wersety od 1 do 10, druga od 11 do 19. Pierwsza zdaje się surowsza, w drugiej historia zostaje złagodzona. Badacze utrzymują, że opowieść o Akedzie, jak i podwój­na opowieść o stworzeniu człowieka, jest dziełem co naj­mniej dwóch autorów. Jeden zwany jest elohistą, drugi jahwistą. Pisać mieli w różnych epokach. Wersja pierwsza odpowiadałaby bardziej archaicznej epoce i tym samym starszemu doświadczeniu religijnemu, które znało i sto­sowało ofiarę z ludzi. Skądinąd w historii ludów Morza Śródziemnego zachowało się wiele opowieści o ofiarowa­niu dzieci. W Bulii koło Aten ustawiono pomnik Leosa, syna Orfeusza, który wsławił się tym, że gdy nastał głód i wyrocznia delfijska oznajmiła, że ofiara z ludzi ocali mia­sto, zabił trzy swoje córki. Agamemnon złożył na ołtarzu swoją córkę Ifigenię (którą cudownie ocaliła Artemis, uno­sząc ją do nieba i czyniąc kapłanką w swoim sanktuarium). Pelopidad ofiarował dziewicę, bo to gwarantowało mu wojenne zwycięstwa. Z kolei w okolicy N'gaous w Algie­rii odkryto w starożytnym sanktuarium poświęconym Sa­turnowi trzy wotywne Stelle pochodzące z końca II lub początku III wieku. Wyryty jest na nich obraz trzymają­cego nóż w ręce boga, przed którym przycupnął baran. Pod tym przedstawieniem znajduje się napis informujący, że tacy i tacy, mąż i żona, chcą zostać zapamiętani, bo uczy­nili to, co w nocnej wizji zostało im objawione i nakazane. Zamiast swego pierworodnego syna ofiarowali baranka.

W Biblii wspomina się wielokrotnie o praktykowanym pośród Kananejczyków rytuale składania ofiary z ludzi. Wyjątkowe oburzenie wywołuje czyn króla Moabu, który swego syna pierworodnego „ofiarował całopaleniem na murze” (II K. Królewska 3, 27). Wielokrotnie Bóg potępia zwyczaj spalania synów i córek (np. Jeremiasz 7, 31; 19, 5; 32, 35), widać uprawiany w owym czasie, zwyczaj, któremu być może ulegali Izraelici.

Jedno zdaje się pewne. Ofiara z ludzi czyniona bogom była szeroko znana. Znane też były formy zastępowania ofiary z ludzi ofiarami ze zwierząt. Co jednak czyni opo­wieść o Akedzie tak wyjątkową, co sprawia, że kolejne pokolenia Żydów w czasach pogromów, masakr stale do niej powracały, czując się niemal uczestnikami tego jed­nego jedynego aktu ofiarowania?
Jak odczytywano pły­nący z niego sens i naukę? W porannej modlitwie Żydzi powtarzają: „Tak jak Abraham, nasz Ojciec, zdusił w so­bie litość wobec swego syna, aby wypełnić Twoją wolę pełnym sercem, niech Twoja litość zdusi Twój gniew wo­bec nas” - stawiając tym samym doświadczenie Akedy w centrum judaizmu i przeżywania świata.

Szeroko znana jest koncepcja Sorena Kierkegaarda. Abraham był dlań rycerzem czy lepiej szaleńcem wiary - a tym samym absurdu. Zgodził się wypełnić nakaz Boga, mimo że był on całkowicie sprzeczny z wymaganiami ety­ki, z daną mu wcześniej obietnicą i z miłością do dziecka. W analizie duńskiego filozofa nie ma Izaaka. Jest on dla niego bezwolnym, słabym jeszcze dzieckiem przywiązanym do osiołka, na którym trzy dni wędrował ku górze Moria. Byłaby to więc próba Abrahama, ale już nie jego syna.

Wiemy jedno. Była to ostatnia próba, jakiej poddany został Abraham. Po niej Bóg składa uroczystą i bezwa­runkową przysięgę, powiadając: „Błogosławiąc błogosła­wić ci będę, a rozmnażając rozmnożę nasienie twoje jako gwiazdy niebieskie i jako piasek, który jest na brzegu mor­skim,
a odziedziczy nasienie twoje bramy nieprzyjaciół swoich. I błogosławione będą w nasieniu twoim wszystkie narody ziemi, dlatego, że usłuchał głosu mego” (22,17-18). Przysięga ta jest wieczna, jak wieczny jest Bóg. Lud, jeśli spełniać będzie wolę Boga, będzie jak gwiazdy i ża­den naród nad Żydami nie zapanuje. Jeśli jednak nie wy­pełni Jego woli, będzie niczym piasek, po którym stąpać może wszelka przemoc. Narody będą modlić się do Boga: „Pobłogosław nas, jak Ty pobogosławiłeś potomków Abra­hama”, a gdy przyjdzie kres czasu, będą wzywały Imienia Pańskiego i prosiły o Jego błogosławieństwo przez nasie­nie Abrahama.

Ale czym jest próba? Czego Bóg oczekiwał lub czego chciał się dowiedzieć o Abrahamie? Jeden z mistrzów rabinicznych pisał: „Istota próby domaga się wyjaśnienia, ponieważ nie ma wątpliwości, że Wszechmocny nie wypróbowuje osoby, by upewnić się, że jest ona w stanie przejść próbę, bo Bóg jest wszechwiedzący i nie ma żad­nych wątpliwości”. Tak więc próba w naszym, ludzkim sensie - poddaję się próbie, by wiedzieć, czy mnie stać na to czy tamto - sensu nie ma z perspektywy Boga. Dosko­nałość Abrahama była dla Boga czymś oczywistym i nie­wątpliwym.


To dlaczego i po co próba?
Majmonides w Przewodniku dla zbłąkanych pisał: „Je­dynym celem wszelkich prób opisanych w Torze jest na­uczenie człowieka, co ma i powinien robić (...), tak że zdarzenie, które stanowi o danej próbie, nie jest celem samym w sobie, lecz ma z niej płynąć dla nas nauka. Dlatego słowa: »aby wiedział, jeśli wy miłujecie Pana« (V K. Mojżeszowa 13, 3), nie oznaczają, że Bóg chce wie­dzieć, czy Go kochamy, bo On to już wie, »poznać« ma to samo znaczenie, co w zdaniu »abyście wiedzieli, żem Ja Pan, który was poświęcam« (II K. Mojżeszowa 31,13), to znaczy, że wszystkie narody będą to wiedziały (...).

Hi­storia Abrahama, naszego ojca, wiążącego swego syna, zawiera dwie wielkie zasady naszej wiary. Pierwsza ukazu­je zakres i granice bojaźni Bożej. Abrahamowi zostaje nakazane, by uczynił coś, co nie da się porównać z wyrze­czeniem się własności lub poświęceniem życia, ponieważ przekracza wszystko, co tylko można uczynić (...). Nie miał dziecka i tęsknił za dzieckiem; miał wielkie bogactwa i chciał, by naród zrodził się z jego nasienia. Wreszcie uro­dził mu się syn. Jaką wielką radością musiało być mu to dziecko! Jak bardzo musiał je kochać! I dlatego, że bał się Boga i chciał czynić, co Bóg mu nakazał, niewiele myślał o swoim ukochanym synu i odłożył wszystkie związane z nim nadzieje, i zgodził się zabić go po trzech dniach po­dróży. Gdyby okazał gotowość zabicia syna od razu po otrzymaniu nakazu, mogłoby to być skutkiem zaskocze­nia, a nie namysłu. Ale fakt, że spełnił je trzy dni po tym, jak otrzymał nakaz, dowodzi przemyślenia, starannego rozważenia tego, co ma być skutkiem Boskiego nakazu, a co jest zgodne z miłością i bojaźnią Bożą. (...) Bo Abraham nie spieszył, by zabić Izaaka, z obawy, że Bóg może go uśmiercić lub uczynić biedakiem, ale tylko dlatego, że obowiązkiem człowieka jest kochać i bać się Boga nawet bez nadziei nagrody lub obawy przed karą. I dlatego anioł powiedział mu: »bo teraz wiem« - bo na podstawie tego czynu zasługujesz na to, by zostać nazwany człowiekiem bojącym się Boga,
i wszyscy ludzie nauczą się, jak daleko musimy się posunąć w bojaźni Bożej. Ta zasada znajduje
potwierdzenie w Torze, gdzie wyraźnie powiada się, że tylko jedna rzecz - bojaźń Boga - jest przedmiotem całego Pra­wa, z jego pozytywnymi i negatywnymi nakazami, jego obietnicami i historycznymi przykładami, ponieważ jest powiedziane: »Jeśli nie będziesz przestrzegał, abyś czynił wszystkie słowa zakonu tego, które napisane są w księ­gach tych, żebyś się bał tego imienia chwalebnego i strasz­nego Pana, Boga twego« (V K. Mojżeszowa 28, 58). To jest jeden z dwóch celów Akedy „.

Historia ofiarowania ukazuje - to jest ta druga zasada wiary wedle Rambama - że prorok, a jest nim Abraham, musi bezspornie potwierdzać prawdę swojej wizji bez względu na to, jak trudno jest sprostać nakazom. Nie mia­łaby sensu jego gotowość wypełnienia nakazu uśmierce­nia syna, gdyby nie wierzył w prawdę tego, co Bóg mu objawił. Tu nie chodzi o absurd, ale o zaufanie do Boga i do swojej misji. Żaden człowiek obarczony wątpliwościa­mi nigdy nie podjął się misji i nie ruszył w drogę do góry Mona.

W tej opowieści zawarta jest jeszcze jedna zasada wia­ry, którą odkrywa Izaak Abrawanel. Jest nią wiara w nie­śmiertelność duszy i duchowe nagrody. Bez tej wiary Abra­ham nie odważyłby się zabić syna, pozostawiając jego duszę na tym świecie. Wierząc w życie przyszłe, mógł wiedzieć, że bez względu na to, jakie będą skutki jego czynu w tym życiu, są one przemijające.

Jeden z wielkich rabinów, Saadia Gaon, twierdził, że próba ta miała ukazać ludzkości prawość Abrahama. Na co inny komentator, Ibn Ezra, odpowiedział: „Czy Gaon nie wie, że gdy Abraham ofiarowywał swego syna, nikogo tam nie było, nawet służących?”. Na tę uwagę zareagował
inny badacz Tory, pisząc: „To, że próba została opisana w Torze jako świadectwo żywego Boga, oznacza, że próba ta odbyła się w obecności wszystkich Żydów. Dzięki temu przekazowi nikt nie mógł nie być świadkiem wielkości tej próby i nieugiętości wiary Abrahama, która zostawiła niezatarty ślad w sercach wszystkich ludzi”.
Inny pogląd znaleźć można w dziele Josefa Albo, któ­ry słowo „próba” przekładał na „doświadczenie”, „przeży­cie” i pisał, że Bóg przez próbę dał Abrahamowi doświad­czenie.
Rabi Albo stawia pytanie, czy Wszechmocny wie­dział, że Abraham sprosta tej próbie, i czy jego cierpienie ma w związku z tym sens. „Odpowiedź jest następująca: nagroda za możliwe dobro nie jest taka sama, jak za fak­tycznie spełnione dobre uczynki. »Niech się nie chlubi zbrojny, jako ten, który złożył zbroję« (I K. Królew­ska 20, 11) - tego, kto nie wykazał się męstwem, kto jest tylko gotów do bitwy, nie da się porównać z tym, kto wal­czył i spełnił te czyny, i może już rozpiąć pas. Z tego powo­du Święty Jedyny, błogosławiony On, często zadaje cier­pienia prawym, aby doprowadzić do tego, by ich widoczne działania odpowiadały ich wewnętrznemu charakterowi. Czyn wzmocni miłość do Boga, ponieważ każdy czyn po­zostawia nieusuwalny znak na tym, kto go spełnił”.
(Pod­kreślmy jeden fakt: nagrodą za dobry uczynek - micwę - jest nic innego, jak podjęty dobry uczynek. Celem etycz­nie godnego czynu jest godny czyn). Jakby rozwijając tę myśl, inny średniowieczny komentator Tory, Ramban, pi­sał o dwóch nagrodach. Jedną jest nagroda prawego ser­ca, drugą prawego czynu. Bóg pomógł Abrahamowi w osiągnięciu pełni. Jego prawe serce umocniło się pra­wością działania. Dlaczego próbie tej poddany został właś­nie Abraham?
Ramban odpowiada: Pan poddaje próbie jedynie prawych, wiedząc, że spełnią Jego wolę i dowiodą
swej prawości. Tym większa była próba Abrahama, bo mu­siał połączyć i pogodzić w sobie dwa sprzeczne i potężne impulsy: miłość do dziecka z bojaźnią Bożą. Największym błogosławieństwem, jak powiedział Szimon bar Jochaj, jest zharmonizowanie na ziemi przeciwnych cech, tak jak Bóg harmonijnie łączy w Niebie ogień i wodę.
Jedno jest wspólne tym komentarzom: Bóg wiedział, że Abraham wypełni wszystkie zalecenia.
Ta próba nie miała Bogu niczego dowieść. Jeśli był w niej jakiś sens, to ten, że wzmocniła siłę charakteru Abrahama. Dzięki niej stał się jeszcze potężniejszy i jeszcze mężniejszy w swej wierze oraz dostrzegł w pełni swe duchowe powołanie. Dlatego musiała to być próba ostatnia. Ta ostatnia próba stanowi, jak pisano, raison d'etre Izraela i bez niej naród ten nie uzyskałby wizji swego powołania i gwarancji swej wieczności.

Ale czy rzeczywiście Bóg oczekiwał od Abrahama, że zabije swego syna? Komentatorzy zwracają uwagę na to, że powiedział: „i tam go ofiaruj” (22, 2), a nie: „zabij go” - Bóg nakazał tylko, by Abraham przywiódł syna na górę, jako ofiarę całopalną. Nigdy intencją Stwórcy nie było za­bicie Izaaka. Tak więc sens tego stwierdzenia nie jest jasny. Z jednej strony wiemy, że zawsze, kiedy w Biblii pojawia się sformułowanie „złóż”, wiąże się ono z ofiarą i obejmuje wszystko, czego ofiarowanie wymaga. Z drugiej jednak stro­ny możemy zastanawiać się, czy aby Abraham dobrze zro­zumiał nakaz Boga. Czy aby rzeczywiście miał spętać syna i uderzyć go nożem?
Część interpretatorów stawia tu sze­reg znaków zapytania, wręcz kwestionując wnioski, jakie wyciągnął Abraham ze słów swego Pana.

Ale w tradycji judaistycznej jest jeszcze całkiem od­mienna wizja ofiarowania. Abraham upodobnia się w niej do Hioba. W legendach żydowskich pojawia się diabeł. On to podsuwa Bogu myśl, by sprawdzić wiarę Jego ulu­bieńca. Powracając z ziemi, Szatan powiada: „Widziałem, jak wszystkie dzieci służą Tobie i pamiętają o Tobie, kiedy czegoś od Ciebie żądają. A kiedy dajesz im to, czego żą­dają, natychmiast zapominają o Tobie”. Nie inaczej jest z Abrahamem, który po urodzeniu Izaaka nie składał już ofiar, nie wystawił ołtarza. Bóg odrzekł na to: „Nie ma na świecie drugiego takiego męża doskonałego i prawego, który gotów byłby złożyć dla Mnie ofiarę całopalną (...). Zaprawdę, gdybym mu nawet powiedział: Sprowadź Mi syna swego Izaaka, Abraham wypełniłby Moją wolę”. Ofiara jest więc do pewnego stopnia diabelską intrygą. Ale i tak Bóg nie Szatanowi, ale światu chce dowieść, że nie bez powodu wybrał Abrahama spośród wszystkich lu­dzi. W nim mają wszyscy dowód, że lęka się Pana swego. Głos Szatana jest tyleż głosem demona, ile głosem cał­kiem ludzkim, powtarzającym prawdę tyleż oczywistą, co zatrważająco trwałą.

Abraham, Izaak i słudzy ruszają w drogę. Po drodze na­potykają diabła, który zjawia się pod postacią pokornego starca. „Czyś rozum postradał, że zamierzasz uczynić to synowi swemu jedynemu? Bóg obdarował cię synem, gdyś był już w sędziwym wieku, a ty chcesz zabić tego, który zbrodni żadnej nie popełnił? Czy chcesz, aby dusza syna twego znikła z powierzchni ziemi? Czy nie rozumiesz, że rozkaz ten nie mógł przyjść od Boga? Bóg bowiem nie uczy­niłby człowiekowi tak wielkiego zła, aby nakazać mu: Idź i zabij syna swego”. Abraham rozpoznaje w starcu diabła, ale ten diabeł jakoś dziwnie przypominać może glos su­mienia, rozwagi i ludzkiej miłości. Zaraz diabeł zamienia się w wezbraną rzekę. Abraham rozpoznał sztuczkę dia­belską i krzyknął nań: „Pan ostrzega cię, szatanie. Idź precz od nas, gdyż wypełnimy wolę Boga”.

Midrasz odsłania znów prawdę oczywistą: ileż to razy przeszkadzają nam w wypełnieniu zadania tak zwane obiektywne trudności. A to autobus się spóźnił, a to zachorowaliśmy. Nie wie­my, co w tych trudnościach jest naprawdę zewnętrzne, a co sami na siebie sprowadzamy, by uniknąć decyzji.
Szatan osiąga swój cel, przychodząc w przebraniu starca do Sary, matki Izaaka, i powiada jej: „Czy wiesz, co dziś dzień uczynił synowi twemu Abraham? Zabrał z domu Izaaka, wzniósł ołtarz, zabił syna i złożył go w ofierze. Iza­ak krzyczał i płakał, ale ojciec nawet nie spojrzał na niego ani nie okazał żadnego współczucia”. Sara, sądząc, że jest to jeden z tych synów człowieczych, którzy towarzyszyli Abrahamowi, krzyczy: „Och, gdybym mogła dziś za ciebie umrzeć. Twój los ból mi zadaje. (...) Jednak pocieszam się, że taka była wola Boga, a ty wypełniłeś Jego przykaza­nia, któż bowiem może sprzeciwiać się woli Boga naszego (...). Sprawiedliwy jesteś, o Panie nasz, Boże, czyny Twoje są dobre i prawe, dlatego i ja raduję się z Twojego słowa, i choć moje oko płacze, serce przepełnia radość”. I po­łożyła Sara głowę na łonie jednej ze służek, i znierucho­miała jak kamień. Rozpacz i strach obecny w słowach dia­bła, w jej słowach i jej lękach zabiły ją. Tak miała umrzeć pierwsza i jedyna z pramatek, której imię wymieniane jest w Torze pośród siedmiu prorokiń. Zmarła w wieku stu dwudziestu siedmiu lat, gdy narodziła się jej następczyni - Rebeka, przyszła żona Izaaka.

Opowieść o Abrahamie zaczyna się w Charanie od słów Boga: Lech lecha, co oznacza, wedle Rasziego: „idź dla siebie, idź dla swojego dobra”. Kierunek i cel tej drogi nie jest określony ani wytyczony. Abraham ma iść za gło­sem Boga. W ostatniej próbie Bóg również zwraca się do Abrahama tymi samymi słowami: Lech lecha, i tak samo kierunek i przeznaczenie w drodze zawarte są niejasne: „a idź do ziemi Moryja i tam go ofiaruj na ofiarę paloną, na jednej górze, o którejć powiem” (22, 2). Za pierwszym razem lech lecha oznaczało zerwanie z przeszłością, ze swoim ojcem, domem i tradycją rodzinną, ze wszystkim, czym stałe i znane miejsce było dla Abrahama, drugi raz miało to być zerwanie z przyszłością obecną w synu i jego po­tomkach.

Wskazanie zarazem na górę Moria jest wskaza­niem na Świątynię, którą zbuduje tam w przyszłości syn Dawida, Salomon. Oba wezwania Boga mają w sobie ostrość i stanowczość, którą trudno znieść. Droga jest tu wezwaniem. W tej drodze nie ma żadnych wskazówek. Żadnych gotowych idei, rytuałów, obyczajów. Wszystko dzieje się po raz pierwszy i ostateczny, bo na wieczność kształtuje wiarę ludu Izraela, która w Abrahamie osiąga swoją pełnię. Dziesiąta próba Abrahama kończy się przy­sięgą Boga i jest to ostatnie odnotowane w Torze spotka­nie wybranego ze swoim Panem. Już więcej Haszem nie przemawia i nie naucza ojca Izaaka - tak, jakby Abraham nie potrzebował już żadnych lekcji, kolejnych prób. Stał się prawdziwym i największym spośród sprawiedliwych. Patro­nem wszystkich sprawiedliwych żyjących w bojaźni Bożej.









Izaak ocalony

Wrócił się tedy Abraham do sług swych i wstawszy przyszli pospołu do Beerseba: bo mieszkał Abraham w Beersebie (22, 19).

Izaak pozostał na górze Moria. Nie został zabity, ale też nie powrócił do Beer Szewy z Abrahamem. Ojciec, który związał syna i podniósł na niego nóż, złożył bara­na na ofiarę i usłyszał dwakroć głos z nieba, samotnie po­wrócił do swoich sług („Wrócił się Abraham do sług swych”,
22, 19).
I jak czytamy dalej, „wstali i poszli ra­zem” do Beer Szewy, gdzie Abraham zasadził tamaryszek i wzywał Imienia Pana. Zapewne kilka dni później umarła w Hebronie Sara, którą mąż pochował w kupionej od Chetytów grocie na polu Machpela (dzisiaj jest to część miasta Hebron). Syn albo nie był obecny ani przy śmier­ci, ani przy pochówku matki, albo nic o tym, co dziwne, Księga nie wspomina. Nie było go również wtedy, gdy oj­ciec wysłał swojego sługę Eliezera do Aram Naharajim, do miasta Nachora, by znalazł żonę dla Izaaka. Wszystko postanowił Abraham i dla dobra swego potomka podjął stosowne decyzje. Matka jego wnuków nie mogła być Kananejką.
Ma nią być cioteczna siostra syna Sary. Wyprawa Eliezera do Aram Naharajim oraz podjęte przez nie­go starania są wyjątkowo szczegółowo opisane. Izaak po­jawia się dopiero wówczas, gdy do namiotów Abrahama zbliża się karawana wielbłądów z Rywką, narzeczoną.
Wy­szedł właśnie medytować na polu przed zmierzchem. Jego czasem był zmierzch i wieczór. Uważany jest w tradycji za tego, kto wprowadził modlitwę popołudniową, zwaną mni­cha.
Gdy dziewczyna dowiedziała się, kim jest mężczyzna idący polem, zakryła się welonem. A potem wprowadził ją Izaak do namiotu matki. Najpierw pojął ją za żonę, a po­tem pokochał ją.

Dlaczego nie wiemy, co stało się z Izaakiem po tym, jak nie został złożony w ofierze? Mógł mieć wtedy trzy­dzieści siedem lat, jeśli przyjąć za Raszim, że jego matka zmarła tuż po ofiarowaniu. Szatan pod postacią starca miał powiedzieć Sarze, co stało się na górze Moria: ojciec zabił syna. Gdy więc Abraham powrócił do domu sam i kiedy Sara go ujrzała, zawołała: „Szatan rzekł prawdę, żeś złożył Izaaka w ofierze”, „i ogarnęła ją rozpacz tak wielka, że ule­ciała z niej dusza”.
Izaak ożenił się, gdy miał lat czterdzie­ści. Co więc działo się z synem Abrahama przez co naj­mniej trzy lata? Dlaczego jego imię nie pojawia się ani przy śmierci matki, ani przy jej pogrzebie, skoro, jak czy­tamy, śmierć jej przeżył tak głęboko, iż dopiero Rywka (czyli Rebeka) pozwoliła mu doznać ukojenia po śmierci mat­ki? Nie pojawia się żadna wzmianka o rozmowie, ba, choć­by o spotkaniu ojca i syna po Akedzie. Wydaje się, jakby wszystkie więzi rodzinne uległy zerwaniu.
Nastała pustka. Rodzina być może rozpadła się. Abraham po śmierci Sary pojął nową żonę (niektórzy uważają, że była nią Hagar, matka jego syna Ismaela) i spłodził kolejnych sześciu synów. Jednak, co autor Księgi podkreśla, cały majątek prze­kazał synowi Sary.

Czyżby Izaak tak bardzo cierpiał po wydarzeniach na górze Moria? A może, jak dowiadujemy się z jednego z midraszy, został żywy wzięty na trzy lata do raju, „dłuższego niż ziemia i szerszego niż morze”, gdzie leczył się po strasz­nym doświadczeniu. Prosto z góry Moria miały go tam za­brać anioły, by poznawał słodycz życia wiecznego. „A Izaak, gdzie on był? Święty Jedyny, błogosławiony On, wziął go do Ogrodu Rajskiego i przebywał tam trzy lata”.
Opowieść ta była znana w średniowiecznej Hiszpanii, w Niemczech i w Polsce. Wedle innej legendy, znalazł się w Niebie w na­grodę za wszystkie cierpienia, jakie przeżył w godzinie ofiarowania. W jakimże stanie ducha musiał być Izaak, by sprostać takiej podróży? Czyżby wędrował tam za swo­ją duszą, która uszła z niego w chwili ofiarowania? Kim był, powracając na ziemię? Miał wynurzyć się z Nieba w chwili, gdy Rebeka zbliżała się do namiotu Sary. Do­strzegła niezwykły stan ducha Izaaka i dlatego straciła rów­nowagę i „zsiadła” lub może spadła z wielbłąda.
W innym jeszcze midraszu natrafiamy na zdanie: „Przez trzy lata Izaak opłakiwał matkę, nie znalazłszy pociesze­nia w akademii Sema i jego syna Ebera, w której w owym czasie przebywał. Ale Rebeka przyniosła mu pocieszenie po śmierci matki, była bowiem, tak ciałem, jak i duchem, wiernym obrazem Sary”.

Izaak prosto z góry Moria udał się na nauki do syna Noego, który wówczas liczyć musiał 527 lat. Izaak znany był ze swoich intelektualnych zdol­ności, a poza tym, spotykając swoich rówieśników, któ­rych w domu rodzinnym był pozbawiony, mógł również od nich wiele się nauczyć. Wszak żydowskie nauczanie od zawsze opierało się na rozmowie i wspólnej dyskusji uczniów (praktyka zwana po hebrajsku chawura), jedynie z oddali obserwowanej przez zwierzchnika jesziwy. Studia byty również nagrodą za cierpienia, bo przecież nic piękniejszego nie może spotkać Żyda niż oddanie się nauce.
Inny midrasz tłumaczy studia Izaaka tym, że tak nakazał mu ojciec, który miał powiedzieć: „Wszystko, co zdoby­łem, zyskałem dzięki studiowaniu Tory i wypełniając na­kazy Boga.
To dlatego chcę, by tak samo czyniło moje nasienie”.
Tam Sem i Eber mieli go nauczyć, kim jest Bóg i jak się ma do Niego modlić, aby Pan przyjął jego prośby.

Są jednak również opinie znacznie bardziej odbiegają­ce od ustalonej wersji biblijnej. Abraham miał zabić syna, a jego prochy rozsypać na ołtarzu ofiarnym. Była to po­kuta za wszystkie przyszłe grzechy Izraela. I gdziekolwiek i kiedykolwiek potomkowie Izaaka są w niebezpieczeń­stwie, On, Wiekuisty, spogląda na krew jego ofiarowania i wypełnia Go litość, i odwraca Swój gniew od Swego mia­sta i Swego ludu. Współczucie przeważa nad srogością i ocala winnych razem z niewinnymi. Dlatego w jednej z modlitw Żydzi błagają o zmiłowanie w imię Izaaka.

„Jeśli potomkowie Izaaka ulegną grzechowi i złym uczynkom, przypomnij sobie związanie Izaaka, powstań z Tronu Sądu i usiądź na Tronie Współczucia, niech Cie­bie wypełni litość i przemień władzę sądu we władzę zmi­łowania” (Wajikra Raba 29, 9).

Bóg zasiada na Tronie Litości, gdy w Nowy Rok (Rosz Haszana) Żydzi dmą w róg (szofar), który ma przypomi­nać o ofierze Izaaka. W szofar sporządzony z rogu barana ofiarowanego zamiast Izaaka zadmie prorok Eliasz na sąd, gdy przyjdzie Mesjasz.

Ibn Ezra, znany średniowieczny autor komentarzy do Tory, również przywołuje opinię, że ofiara dokonała się na górze Moria, a dopiero po trzech latach - a może po trzech dniach - Izaak został cudownie wskrzeszony z martwych.

Rabi Jehuda powiada: Gdy miecz dotknął gardła Iza­aka, dusza jego czysta wyleciała z niego. A gdy On pozwolił, by głos Jego był słyszany między dwoma cherubi­nami: „Nie wyciągaj ręki twej na dziecię”, dusza chłopca powróciła do jego ciała. Wtedy ojciec rozwiązał go i Izaak powstał, bo tylko w ten sposób martwy powróci do życia w przyszłości, po czym zaczął odmawiać: Błogosławiony jesteś, o Panie, który wskrzeszasz umarłych (Pirke derabi Eliezer 31).

Z kolei Jehuda z Barcelony zapisał taką opowieść: Gdy praojciec Izaak miał zostać z własnej woli ofiarowany, zo­baczył światło Szechiny i dusza wyleciała z niego, ale Świę­ty Jedyny, błogosławiony On, przywrócił go do życia. I gdy powrócił do rozumu, pojął, że w ten sposób martwi powró­cą do życia w przyszłości, i stanął, pokłonił się i zaśpiewał pieśń chwały przed naszym Stwórcą, i powiedział: Błogo­sławione dzieła Twoje, o Panie, który ożywiasz martwych.

Wątek zmartwychwstania jeszcze wyraźniej jest obec­ny w midraszu zwanym Midrasz Lekach Taw i nawiązuje wprost do wersetu 31, 42 z księgi Bereszit („I by był Bóg ojca mego, Bóg Abrahama i strach Izaaka, nie był przy mnie...”): „bo Izaak był w uścisku strachu, gdy związany leżał na ołtarzu, i dusza go opuściła, a Święty Jedyny, bło­gosławiony On, przywrócił mu życie kroplami rosy do wskrzeszania zmarłych”.
Gdy nasz ojciec Izaak został związany na ołtarzu i spro­wadzony do popiołu, a jego ofiarne prochy rozrzucone na górze Moria, Święty Jedyny, błogosławiony On, natych­miast sprowadził rosę i ożywił go. To dlatego Dawid, niech spoczywa w pokoju, powiedział: „Jako rosa Hermon, któ­ra zstępuje na góry Syońskie” (Ps 133, 3) - bo „mówi o tej rosie, którą Święty Jedyny, błogosławiony On, oży­wił Izaaka...” (Szibole haleket).

Z kolei w Talmudzie czytamy: „Skąd mężowie Wiel­kiego Zgromadzenia wiedzieli, gdzie zbudować ołtarz (Drugiej Świątyni)? (...) Rabi Icchak Nafcha rzekł: Zobaczyli popioły Izaaka leżące w tym miejscu” (Zewachim 62a).

Wszystkie wymienione tu opowieści zgodne są z lite­ralnie czytaną Torą. Głos z nieba powstrzymuje Abraha­ma. Jego nóż nie zanurza się w ciele syna. Ale i tak syn umiera. Umiera lub przenosi się do innego świata, bo zo­baczył Szechinę - Boską Obecność, a ten, kto Ją widział, umrzeć musi, albo zabija go sam strach. Abraham jest czy być musi, wedle halachicznej tradycji, do końca posłusz­ny nakazom Wiekuistego.

Nie wiemy, skąd wzięła się ta nauka. Powstała na wie­le wieków przed chrześcijaństwem, choć stała się na po­wrót żywa wtedy, gdy chrześcijańscy wojownicy zaczęli mordować Żydów. Stoją za nią straszne doświadczenia Ży­dów z czasów średniowiecza, gdy to ojcowie zabijali sy­nów, byle tylko ci nie dostali się w ręce krzyżowców. W 1096 roku Żydzi z Moguncji schronili się na podwórzu pałacu arcybiskupa, ale gdy ocalenie okazało się niemoż­liwe, wszyscy popełnili samobójstwo, byle nie stanąć przed żądaniem przejścia na chrześcijaństwo. Podobnie było w Wormacji, gdzie zginęło ośmiuset Żydów. Zapisane zo­stały słowa Meszulama bar Izaaka, który - powołując się na Akedę - poświęcił swojego syna: „Oto jest mój syn, którego dał mi Bóg i którego urodziła moja żona Cipora w późnym wieku, jego imię to Izaak (...), i teraz ofiaruję go tak, jak ojciec Abraham ofiarował swego syna Izaaka. Wtedy Cipora błagała go: »O mój panie, mój panie, nie kładź swej ręki na chłopcu, którego wychowałam po tym, jak go urodziłam w późnym wieku. Zabij mnie pierwszą, bym nie widziała śmierci dziecka«. Ale on odpowiedział: »Zaraz muszę go zabić, bo On, który go nam dał, weźmie go do Siebie i ułoży na łonie Abrahama«. I związał swego syna Izaaka, chwycił nóż, by zabić syna, odmówił błogosławieństwo, a chłopiec odpowiedział: »Amen«. I ojciec zabił swego chłopca. Potem z drżącą z bólu żoną wyszli z pokoju i maruderzy zabili ich”.

Ofiary krucjat, Holocaustu miały przed oczami przy­kład patriarchy z góry Moria i pragnęły postępować na jego podobieństwo. Solomon bar Samson na podstawie bezpośrednich świadectw wydarzeń z roku 1096 pisał: „Bezcenni synowie Syjonu, lud Moguncji, byli wystawieni na dziesięć prób, jak ich Ojciec Abraham (...). Oni rów­nież ofiarowali swoich synów, tak jak Abraham ofiarował swego syna Izaaka (...). Jednego dnia zginęło tysiąc sto osób, każdy na podobieństwo ofiarowania Izaaka syna Abrahama”.

Ofiara Izaaka i biblijny obraz Akedy powróciły z jesz­cze większą silą w czasie Zagłady. Czy ofiary rzezi, po­gromów, obozów śmierci można porównać do ofiary Iza­aka? Czyż Izaak nie został ocalony przed pchnięciem noża? Przecież, jak czytamy w Torze, on ocalał, Abra­ham skrupulatnie wykonywał polecenia Boga. Gdy ginęli tysiącami i milionami, Bóg milczał i nie usłyszeli: „Nie podnoś ręki na dziecko”. Abraham zbudował je­den ołtarz i nie ofiarował swojego syna, ale my zbudo­waliśmy setki i tysiące ołtarzy i poświęciliśmy na nich swoje dzieci! „Twoja była próba, ale nasze spełnienie!” Bóg, jak pisał średniowieczny poeta żydowski Joel z Bonn, próbom poddaje prawych.

W kabalistycznej symbolice Izaak reprezentuje siłę. A siła związana jest w tym wypadku z samoograniczeniem, panowaniem nad samym sobą. Poszedł bez protestu na ofiarę, świadom tego, co ma się stać. Sam siebie ofiaro­wał. Razem z ojcem niósł drewno, znosił kamienie na oł­tarz. Bez oporu pozwolił się związać. Bez krzyku czekał na uderzenia noża. A gdy ojciec jeszcze się wahał, miał rzec do niego: „Ojcze, nie bój się. Spełnij wolę swego Ojca w Niebie niech zgodnie z Jego wolą kropla mojej krwi będzie pokutą za Izraela”. Izaak - nie zabity czy wskrze­szony z martwych - był z pewnością po związaniu innym człowiekiem. Ale w sile, którą symbolizuje, nie ma waleczności, odwagi. Jest za to gotowość znoszenia i przyj­mowania wszelkich nakazów.
Wypełnia rozkazy ojca. Idzie za nim na górę Moria. Potem, zgodnie z ojcowskim wyborem, pojmuję Rebekę, czyli Rywkę. Gdy nastał straszny głód i Izaak, wzorem ojca, chciał zejść do Egiptu, Bóg zatrzymał go i kazał pozostać w ziemi kananejskiej. Jest jedynym patriarchą, który nigdy nie opuścił Ziemi Obiecanej. Dlaczego Bóg nakazał mu pozostać na Ziemi Świętej ? Bo jest on nieskalaną ofia­rą, która, gdy uda się na drugą stronę Zasłony, utraci świę­tość, tak jak ofiara staje się niewłaściwa, gdy znajdzie się poza Świątynią. Uprawiał ziemię, hodował bydło i stał się bardzo bogaty, co wzbudziło podziw, a przede wszystkim zazdrość Filistynów. Rebeka, podobnie jak jego matka i po­tem matka Józefa, była przez wiele lat bezpłodna. Dwa­dzieścia lat Izaak czekał na potomstwo. Urodzili mu się bliźniacy, gdy dobiegł sześćdziesiątki. Starszy syn, Ezaw, był jego ulubieńcem, Jakub nie znalazł u ojca takich wzglę­dów. Jednak daje się podejść Rebece oraz Jakubowi i od­daje mu po dwakroć pierworództwo. Pierwszy raz, gdy ten przebrał się za Ezawa, drugi raz, gdy Jakub musi uciekać przed gniewem Ezawa do brata Rebeki, Labana. Wtedy to Izaak, już całkowicie świadomie i z przekonaniem, mówi: „Bóg Wszechmogący niechaj błogosławi (...).
I niech ci da błogosławieństwo Abrahamowe, tobie i na­sieniu twemu z tobą, abyś odziedziczył ziemię pielgrzymstwa twojego, którą dał Bóg Abrahamowi” (28, 3-4).

Dwa jeszcze incydenty nadają osobie Izaaka nieco bar­dziej wyraziste rysy. Pierwszy związany jest z odkopaniem studni Abrahama. Jego wrogowie zasypują je, a Izaak od­budowuje. Woda pozwala żyć. Od niej zależy, czy prze­trwa na pustyni błogosławione w Abrahamie plemię. Stud­nia ma w tym wypadku podwójne znaczenie. Można ją pojmować dosłownie albo symbolicznie. Studnia oznacza studnię prawdziwej wiary, którą patriarcha budował i dzię­ki której chciał powstrzymać idolatrię. Izaak odkopuje studnie ojca i nadaje im te same nazwy, „którymi je był nazwał ojciec jego”, co uchodzić może za symboliczne po­twierdzenie ciągłości i przywiązania do jego nauki.

Wedle Nachmanidesa, zwanego też Rambanem, opowieść o stud­niach ma jeszcze dodatkowy wymiar, ponieważ wszystko, co wydarzyło się patriarchom, jest zapowiedzią przyszłych dziejów narodu. Pierwsza studnia nosiła imię Sprzeczka, druga Zwada, a trzecia Rozwój. Każda z nich symbolizuje dzieje Świątyni. Pierwsza Świątynia upadła z powodu nie­skończonej ilości kłótni, druga również wywołała zwady i napięcia. Obie zostały zniszczone. Trzecia Świątynia, w czasach mesjańskich, podobna będzie do trzeciej stud­ni. Nie będzie już wokół niej sporów i utarczek, a swoją głębią i czystością wody zdoła nasycić cały Izrael w jego wielkich granicach.

Drugi incydent jest powtórzeniem historii Abrahama. Tak jak w przypadku Sary, uroda Rebeki przyciąga uwagę króla filistyńskiego. Izaak, obawiając się śmierci, powia­da, że Rebeka jest jego siostrą. Abimelech, filistyński wład­ca, zobaczył raz, jak Izaak pieści żonę swoją, zdał sobie sprawę z podstępu i rozkazał, by nikt nie dotknął męża tego i jego żony, bo niechybnie śmierć poniesie.
Izaak patriarcha jest przede wszystkim synem Abra­hama i ojcem Jakuba. On, jak ojciec, otrzymuje obietnicę i nakaz: obietnicę, że jego potomstwo stanie się narodem i otrzyma ziemię, nakaz pozostania w ziemi kananejskiej. Jest jednak jakby półobecny. Zdaje się ledwo cieniem swe­go ojca i swego syna. To oni oraz jego żona decydują za niego, prowadzą go i oszukują. Jest bogaty.
Ma żonę pięk­ną i mądrą - i niewiele więcej o nim wiemy.
Pojawia się w trylogii Tomasza Manna poświęconej Józefowi. Jest tam bełkotliwym, niemal oszalałym starcem, który majaczy coś o tym, że przeistoczył się w ofiarnego baranka. Przed śmiercią beczy jak owca, a twarz upodobnia mu się do pyska barana.
Nie jest już z tego świata. Izaak nie powrócił ni­gdy do końca z góry Moria.


 Simaha 

 
« poprzedni artykuł